Wstęp

          W bogatej już dziś literaturze poświęconej okresowi hitlerowskiej okupacji w Polsce problematyka powstania warszawskiego zajmuje szczególne miejsce. Jest ono faktem historycznym, który przykuwa uwagę nie tylko bohaterstwem żołnierzy powstańczych, ludności cywilnej, ogromem krwawych ofiar i materialnych strat, budzi zainteresowanie nie długotrwałością walki toczonej z wrogiem, ale przed wszystkim u podstaw zainteresowania powstaniem warszawskim leży pragnienie poznania splotu przyczyn, które spowodowały, że bohaterstwo, ofiarność i wysiłek tysięcy ludzi nie przyniosły upragnionego celu - uwolnienia Warszawy od okupanta. Sama walka zakończyła się kapitulacją oddziałów powstańczych, wypędzeniem mieszkańców i obróceniem w zgliszcza stolicy.
          Powstanie warszawskie 1944 roku jest jedną z największych tragedii w dziejach naszego narodu, Europy i świata, z czym zgadzają się zarówno literaci jak i historycy piszący o powstaniu. Powstanie jest niekwestionowanym - jak już wspominałam - faktem historycznym i pomimo upływu przeszło sześćdziesięciu pięciu lat wydarzenie to jest dla wielu Polaków wciąż świeżą raną, bolesnym wspomnieniem, złym snem. Trudno zatem w sposób jednoznaczny i obiektywny odpowiedzieć na pytanie wciąż stawiane - "czy powstanie warszawskie było potrzebne?"
          Od końca II wojny światowej, aż po dziś dzień - historycy spierają się - czy powstanie miało jakikolwiek sens? Ze względów militarnych raczej niewielkie - wiadomo powszechnie, że oddziały powstańcze były zbyt słabo uzbrojone i źle uzbrojone, aby na dłużej móc zagrozić Niemcom. Nie udało się przełamać ich środkowej obrony Wisły, zabrakło środków, aby przeprowadzić regularną i zmasowaną akcję zbrojną - o czym pisze Władysław Bartoszewski w książce "Dni walczącej stolicy".[1]
          Skutki polityczne też ciężko rozpatrywać w kontekście pozytywów. Wszyscy doskonale pamiętamy fakty historyczne, statystyki liczby ofiar mówiące o losie, jaki spotkał nasz "wyzwolony" naród pod patriarchatem Stalina i jego popleczników. Zachód z Anglią i Stanami Zjednoczonymi na czele, sprzedał nas w zakulisowych kuluarach. Jeśli doliczyć do tego przerażającą wręcz skalę zniszczeń, grabieży i śmierci ludności cywilnej, trudno pisać, że w powstaniu było cokolwiek dobrego.
          Gdyby zatem kierować się tylko tym tokiem rozumowania, należałoby przyjąć tezę, że uciemiężony naród musi pokornie spuścić głowę i poddać się dobrowolnej eksterminacji. Wówczas żadne z niepodległościowych zrywów nie miałoby najmniejszego sensu - w proch należałoby obrócić trud powstańców listopadowych, styczniowych czy wielkopolskich.
          W taki sam sposób można by odnieść się do wydarzeń z historii najnowszej - drugiej połowy XX wieku - po co komu poznański czerwiec, Warszawa 68, czy wydarzenia z Radomia czy Ursusa 1976 roku, po co stoczniowcy i górnicy? Żadne z nich nie miało doraźnych korzyści, widocznych po kilku miesiącach, los nagle się nie odmienił, okupant nie zaprzestał swoich działań z przepraszającym gestem zwracającym nam wolność. Jednakże uważam, że każdy taki zryw to mała cegiełka w murze, w murze wolności i właśnie taka cegiełką było powstanie warszawskie.
          Kolejne pokolenia Polaków wierzą, że powstanie warszawskie było jedną z wielu dróg Polaków do upragnionej wolności. Wierzą, że krew przelana wówczas na barykadach miasta była potrzebna. Naród tłamszony wieloma miesiącami przez najeźdźcę podniósł głowę, stanął do nierównej walki, która z góry skazana była na niepowodzenie. Ów naród chciał pokazać charakter, wiarę i miłość do ojczyzny.
          W obliczu narastającej beznadziei powstańcy nie widzieli innego wyjścia, jak tylko chwycić za broń i zbrojnie wystąpić przeciwko okupantowi, sprzeniewierzyć się jego nakazom i rozkazom i udowodnić, że duch tożsamości narodowej żyje, że tak jak pisał w 1979 roku Józef Wybicki - "jeszcze Polska nie zginęła".[2]
          Umiłowanie ojczyzny i wolności było największym przejawem poświęcenia, czynem, na który zdecydować się mogli, nie obłąkani szaleńcy, ale ludzie bezgranicznie wierzący, że ta walka ma sens, że dzięki nim, ich ambicji i poświęceniu na masztach znowu załopocą biało-czerwone sztandary.
          Trudno mnie oceniać rolę powstania, zawsze znajdzie się argument przemawiający za i przeciw. Nie byłam naocznym świadkiem tej historii, znam ją z relacji przodków, z książek, pracy, telewizji - wiele z nich należało do tych propagandowych, którymi przez wiele lat żywił nas system. Jednakże postaram się w sposób jak najbardziej obiektywny oddać wydarzenia tamtych dni i poszukać odpowiedzi na pytanie zawarte w temacie niniejszej rozprawy.
          Literatura piękna o powstaniu warszawskim to utwory - Romana Bratnego - "Kolumbowie rocznik 20", Mirona Białoszewskiego "Pamiętnik z powstania warszawskiego", Jerzego Stawińskiego "Młodego warszawiaka zapiski z urodzin", Jarosława Rymkiewicza "Kinderzenen" i Jana Dobraczyńskiego "W rozwalonym domu".
          Do określania tła historycznego powstania wykorzystam prace między innymi - Władysława Bartoszewskiego, Normana Daivisa, Tomasza Szaroty, Stanisława Pobóga - Malinowskiego i wielu innych, którzy z różnej perspektywy ukazywali wydarzenia 1944 roku. Posłużę się również tekstami kultury - piosenkami powstańczymi i filmami tematycznie związanymi z Powstaniem.
          Wielu niezbędnych informacji do napisania tejże pracy dostarczyła mi wizyta w Muzeum Powstania Warszawskiego, jak również artykuły prasowe poświęcone omawianej tematyce.
          Wykorzystam utwory krytyki literackiej Z. Jarosińskiego, B. Urbankowskiego, M. Janion, W. Nawrockiego, A. Waśkiewicza, S. Burkota, Z. Lichniaka, czy K. Koźniewskiego.

Anna Górzyńska


          1. W. Bartoszewski, Dni walczącej stolicy, Alfa, Warszawa 1989
          2. J. Wybicki, Pieśń Legionów Polskich; Polski Hymn Narodowy - Mazurek Dąbrowskiego

Copyright © 2010 SPPW1944. Wszelkie prawa zastrzeżone.